Antifa Polska

Ostatnie teksty

„Patrioci” napadają na Festiwal Sztuki (…

  Dziś około godziny 14:00 w trakcie odbywającego się na skłocie Rozbrat Festiwalu Sztuki DIY wtargnąć próbowała grupa około 30 agresywnych neofaszystów. Impreza będąca z założenia otwartym spotkaniem, w którym uczestniczyli...

 

Dziś około godziny 14:00 w trakcie odbywającego się na skłocie Rozbrat Festiwalu Sztuki DIY wtargnąć próbowała grupa około 30 agresywnych neofaszystów. Impreza będąca z założenia otwartym spotkaniem, w którym uczestniczyli m.in rodzice z małymi dziećmi (w programie festiwalu odbywały się warsztaty i zabawy dla dzieci), stała się obiektem bezpardonowego ataku. Napastnicy rzucali kamieniami, racami, próbowali podpalić jedną z tablic informacyjnych. Ich atak został szybko odparty przez uczestników festiwalu, napastnicy uciekli. W grupie atakujących łatwo dało się rozpoznać mieniących się „patriotami” członków Obozu Narodowo Radykalnego Brygada Wielkopolska, Wielkopolskich Patriotów oraz Autonomicznych Nacjonalistów. Uczestnicy napadu chwilę wcześniej brali udział w organizowanym przez stowarzyszenie Koliber marszu upamiętniającego osobę rotmistrza Pileckiego.

Bezpośrednio po odpartym ataku na teren skłotu próbowała się wedrzeć policja, jednak nie została wpuszczona.

Nie wiadomo jak rzekomi „patrioci” i „nacjonaliści” zechcą uzasadnić tę napaść, jak ma się wykrzykiwanie hasła o honorze z atakiem na rodziców i ich kilkuletnie pociechy. Dzisiejszy atak kolejny raz udowadnia, że za wykrzykiwanymi hasłami i w cieniu narodowej flagi kryją się zwyczajni bandyci, którzy próbują karkołomnie bronić nazistowskiego gestu „sieg heil”, czy swoich homofobicznych symboli.

Jak pokazują dzisiejsze wydarzenia nazywanie owych osobników neofaszystami jest w pełni uzasadnione. Jako przedstawiciele środowiska wolnościowego nie damy się zastraszyć bandyckim działaniom organizacji nacjonalistycznych. Festiwal sztuki DIY trwa. Zachęcamy do jego współtworzenia jak i uczestnictwa w kolejnych imprezach i spotkaniach na Rozbracie.

Nie dajmy się zastraszyć faszyzującym bandytom. Solidarność naszą bronią.

W ataku brał udział min. Maciej Witzberg (wcześniej Kwiatkowski), współwłaściciel poznańskich pubów U Honzka i Brogansa. Na pierwszym zdjęciu pierwszy z lewej, na drugim prowadzony na ulicy Pułaskiego (w środku). Podobnie jak większość napastników uczestniczył w dzisiejszym Marszu Rotmistrza Pileckiego (zdjęcia rozpoznanych napastników pochodzą właśnie z tego marszu)

Inną rozpoznaną osobą biorącą udział w napadzie był Witold Gładkij, pracownik biura Solidarnej Polski w Poznaniu.


Zdjęcia oraz filmy dostępne na stronie źródłowej tego artykułu: http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/3260-patrioci-napadaja-na-festiwal-sztuki
honzik
Zdjecie0082

 

14 kwietnia w Katowicach jest dowodem na to, że może i prawnie jest możliwe by zalegalizować marsz organizacji, która propaguje skrajnie prawicowe poglądy i współpracuje z neofaszystowskimi i neonazistowskimi grupami, ale przyzwolenia społecznego na takiego typu wydarzenia nie ma.

Tego dnia Śląskie Środowisko Antyfaszystowskie postanowiło wyrazić swój sprzeciw wobec marszu ONR, z okazji 78 urodzin istnienia tej organizacji.

Jest wiele powodów dla których protestowaliśmy.

Historia pokazuje, że działacze skrajnej prawicy zawsze stali po stronie pracodawców, arystokracji i władzy. Pomagały w tłumieniu strajków pracowniczych i protestów społecznych. Dobrze obrazują to wydarzenia z Łodzi, gdzie podczas strajku nauczycieli prawicowe bojówki podłożyły bombę pod siedzibę Związku Nauczycielstwa Polskiego. Zginęły wówczas dwie osoby.

Współcześnie z kolei członkowie Obozu Narodowo Radykalnego podsuwają nam kolejne argumenty i przykłady na ich antyspołeczną działalność solidaryzując się z grecką policją, która w brutalny sposób pacyfikuje manifestacje oburzonych Greków, obarczonych skutkami kryzysu, a także obnosząc się ze swoją fascynacją postaciami Romana Dmowskiego i Macieja Giertycha - członków Narodowej Demokracji , która poprała stan wojenny i brała udział w Radzie Konsultacyjnej doradzającej Wojciechowi Jaruzelskiemu.

Najświeższymi wydarzeniami, które skłoniły nas do zorganizowania wiecu są pobicia i morderstwo, do którego doszło w Białymstoku dokonanego przez członków Blood & Honour. Ta neonazistowska grupa czynnie współpracuje z Obozem Narodowo Radykalnym

i innymi prawicowymi organizacjami, uczestnicząc w organizowanych przez nich demonstracjach i wyjeżdżając na wspólne obozy.

14 kwietnia wyszliśmy na ulice, by krok po kroku odzyskiwać przestrzeń miejską, propagować idee równości i samorządności, oraz wyrazić swoje oburzenie i zmącić poczucie bezkarności uczestników marszu ONR.

Reakcja policji była niewspółmierna do metod jakie wybraliśmy, by wyrazić nasz sprzeciw. Podczas drugiej z pikiet na ul. Stawowej, policja cały czas używając swojej standardowej metody próbowała sprowokować uczestników i uczestniczki marszu.

Zastosowana strategia ,,spałuj i zamknij a będziesz miał problem z głowy’’ nie może obejść się bez odzewu. Osoby uczestniczące w wiecu były spychane pod ścianę kamienicy przez policję, spychaniu towarzyszyło bicie pałką i kopanie, może niektórzy mundurowi myśleli, że duży baner zasłoni ich przed czujnym okiem kamery. Ludzie byli wyłapywani z kordonu i bez podania przyczyn zatrzymania i wylegitymowania policjanta, byli umieszczani w wozach policyjnych. Nie obyło się też bez wyzwisk i obrażania zatrzymywanych osób.

Zatrzymanie dużej ilości osób wpierw tłumaczono tym, że osoba, która rzekomo uderzyła policjanta uciekła w tłum i trzeba zastosować odpowiedzialność zbiorową. Następnie zmieniono podstawy na zakłócanie porządku publicznego, co daje nam dowody na to, że zastosowano się do starej metody ,,pokaż mi człowieka, a znajdę ci paragraf.’’

W przepełnionych celach znalazło się też parę całkiem przypadkowych osób.

Większości z zatrzymanych nie zostały przedstawione jego/jej prawa, niektórym nie pozwolono wykonać telefonu, w celu poinformowania o aresztowaniu. Dużo osób zostało też wprowadzonych w błąd i zostały podane im błędne informacje, np. przy odmowie przyjęcia mandatu, (funkcjonariusze twierdzili, iż odmowa ta grozi sądem dwudziestoczterogodzinnym, pozostaniem w areszcie, oraz pokryciem przez zatrzymanego kosztów rozprawy).Niezgodną z prawdą informacją było również to, iż zatrzymani, którzy podpisali mandat, będą mogli się od niego odwołać w ciągu 7 dni. Każdy kontakt z aktywistami i aktywistkami był dla policji okazją do wyzwisk i ubliżania.

Marsz ,,niegroźnych’’ umundurowanych narodowców z banerami ,, śmierć wrogom ojczyzny’’ przeszedł ulicami Katowic, a wiec pod hasłami antyrasistowskimi i wolnościowymi został spacyfikowany i sprowadzony do ulicznej burdy bez żadnej merytorycznej treści. Jest to nieprawdą, bo merytorycznej treści mamy do przekazania dużo i będziemy to robić dopóki nie odzyskamy ulic naszych miast.

 

 

Na porządku dziennym pojawiają się we współczesnej Polsce różnego rodzaju grupy, nazwijmy je "rekonstrukcyjne", które rzekomo wciąż walczą z "komuną". ONR i MW, dwie sojusznicze organizacje, są tutaj szczególnie "waleczne" i stoją w pierwszym szeregu walki. "Komuną" dziś dla nich nie są jedynie popłuczyny po PZPR, ale także PO, PZPN, PSL, Palikot, geje, generalnie wszyscy poza nimi samymi... No i oczywiście anarchiści.

To ostatnie jest szczególnie interesujące z punktu widzenia historycznego. Poniżej zamieszczam film z manifestacji z 20 kwietnia 1989 r. (jeszcze przed wyborami 4 czerwca, PRL wciąż istniał). Marsz antyrządowy pod hasłem "Wolne szkoły - wolne uczelnie" ruszył spod Uniwersytetu Warszawskiego i zakończył się pod Pałacem Kultury i Nauki. Obok różnorodnych organizacji opozycyjnych na czele manifestacji idą anarchiści krzycząc, uwaga, "Precz z komuną"*.

Przypomnijmy. W tamtych czasach walka z "komuną", czyli określonym systemem państwowym, działa się realnie, a nie wirtualnie. Wtedy można było naprawdę źle skończyć i nie chodzi tu o dołek na 48 godzin. Dziś nasi "męczennicy" z ONR walczą głównie w Internecie i przeciwko tym, którzy walczyli z "komuną" realną, a nie wyimaginowaną.


Żeby przypomnieć jak naprawdę walka w tamtych czasach wyglądała i czym groziła, przytaczam relację z z obchodów pamiętnego 1 maja 1985, kiedy odbyła się w Gdańsku manifestacja zwołana m.in. przez anarchistów.

"Na wezwanie Porozumienia Grup Niezależnych "Wolność" obok ludności spędzonej przez czerwonych - od 9.00 na pl. Zebrań Ludowych zaczęli przybywać ludzie pragnący wziąć udział w niezależnej demonstracji. Przygnębiający nastrój rządowego festynu prysnął dopiero ok. 10.00, gdy z samego centrum Placu wzniosły się w górę kolorowe baloniki z chorągiewką "S". Widok szybującego w powietrzu, zakazanego przez władze  emblematu wywołał nieśmiałe oklaski i uśmiechy, a wśród całej rzeszy ubeków i milicji - popłoch. Wtedy to usunięto ustawioną naprzeciw Placu tablicę propagandową, odsłaniając pancerną kolumnę ZOMO, ustawioną pod transparentem "jedność, pokój, praca". Część kolumny - z jedną hydronetką - odjechała w kierunku kościoła św. Brygidy, co wywołało głośne komentarze i sporadyczne gwizdy w zgromadzonym na Placu tłumie.


W górę poleciały ulotki RSA (Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego - organizacji anarchistycznej - przyp. autora). Ludzie zbierając je, zbiegają na równoległy do trasy rządowego pochodu Trakt Konny (w tym czasie Aleją Zwycięstwa przepędzono już uczniów szkół średnich). Na Trakt Konny przedarła się też pomimo blokady przy "zieleniaku" - część obecnych na mszy o 9.00 w kościele św. Brygidy. ZOMO i tzw. "milicja robotnicza" (etatowi ubecy i ormowcy) próbują rozproszyć idących równolegle do rządowego spędu demonstrantów, ale jest już za późno - na czele pojawia się duży biały transparent z napisem "Solidarność walczy" i czarny sztandar RSA (...) po kilkunastu sekundach widać już dziesiątki zamaskowanych twarzy.

Raz po raz sypią się ulotki; są już trzy czarne sztandary anarchizmu, cztery transparenty, wśród gromadzących się za grupami PGN "W" - kilkanaście biało-czerwonych sztandarów, niektóre z napisem "S". Ludzie skandują "Solidarność", "Precz z podwyżkami". Na groźby i wymachiwanie pałami przez ZOMO-wców demonstranci odpowiadają: Demonstracja pokojowa! Wszyscy stoją. Po ok. 20 min. ZOMO atakuje. Ludzie jeszcze nie walczą, uciekają bici przez tzw. "milicję robotniczą" drzewcami flag narodowych. Dwie kobiety przewracają się, kierujący krzyczą "bez paniki", ale nie udaje się im powstrzymać uciekającego tłumu. SB stara się wyłapać najbardziej aktywnych demonstrantów. Po kilku minutach manifestacja zostaje rozproszona i zatrzymana na 40 minut. Rządowy spęd rusza dalej pomiędzy szczelnymi szpalerami ZOMO i "milicji robotniczej".

Rozproszeni demonstranci różnymi drogami (częściowo ukrywając się w pochodzie oficjalnym) przedostają się do Wrzeszcza. Ok. 11.30 w okolicach teatru Miniatura tworzy się nowy pochód. Ludzie są agresywni, rozwścieczeni brutalnością sił porządkowych. Skandują: Precz z komuną! Solidarność! A na wezwanie do rozejścia się odpowiadają kamieniami. I tu sypią się ulotki RSA, jest też jeden czarny sztandar, który jakoś wyniesiono z kotła na trasie pochodu rządowego. Ok. 2 tysiące ludzi walczy aktywnie z nielicznymi w tej części miasta ZOMO-wcami, kilkakrotnie większy tłum demonstruje w pewnej odległości za walczącą czołówką. Ok. 13.00 przybywają posiłki ZOMO, którzy używając petard parli do przodu bijąc pałami w tarcze. Posypały się kamienie, ZOMO-wcy uciekali zmaltretowani, chronili się w klatkach i podwórkach skąd chmary kamieni wygarniały ich wprost na pięści i kopniaki rozsierdzonego tłumu (...) Zamieszki trwają we Wrzeszczu do godz. 14.00" (Dodatek ulotny do pisma RSA "Homek", maj 1985).



W wyniku zamieszek 74 osoby zostały ciężko ranne, 2 osoby zginęły. Tak wyglądała walka z "komuną", drodzy chłopcy z ONR. Pytanie gdzie byli wówczas "narodowi radykałowie"? Odpowiedź - w prorządowym Zjednoczeniu Patriotycznym "Grunwald", który popierał stan wojenny i gromił Żydów. Natomiast wódz ówczesnego obozu narodowego, Maciej Giertych, wkrótce potem został doradcą Wojciecha Jaruzelskiego. Sympatia do niego w ruchu narodowo-radykalnym trwa zresztą do dziś. W 2005 roku Młodzież Wszechpolska udzieliła mu poparcia w wyborach prezydenckich. Zasiadał też w Parlamencie Europejskim, gdzie walczył twardo z "eurokomuną" pobierając od niej całkiem ładną pensję.

Tak oto szumowiny, które wspierały poprzedni reżim i "komunę", teraz, gdy należy walczyć z kapitalizmem, dalej odciągają część ludzi w kierunku walki z, tym razem już zupełnie abstrakcyjną, "komuną". Wtedy kiedy ludzie naprawdę ginęli na ulicach i walczyli z ZOMO, oni zasiadali na salonach władzy. I teraz oni mają czelność krzyczeć w kierunku anarchistów "przecz z komuną" czy "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę"... Warto im przypomnieć skąd się wzięli i kto tu jest naprawdę "komuną" i kto powinien dostać i sierpem i młotem.




* Dla młodszych użytkowników. W owych czasach pojęcie "komuna" miała określone znaczenie. Nie chodziło oczywiście ani o Komunę Paryską, ani nawet o komunizm jako ideę bezklasowego i bezpaństwowego społeczeństwa, ale o określone rządy partii komunistycznej i systemu jaki wówczas stworzyli pod nazwą PRL. Tak więc "precz z komuną" mógł krzyczeć równie dobrze trockista, jak anarchista, czy członek Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Każdy wiedział o co chodzi. Dziś to pojęcie zupełnie zostało wyprane z pierwotnego znaczenia

źródło: http://lewica-wolnosciowa.blogspot.com/2012/04/gdy-anarchisci-walczyli-z-prawdziwa.html

 

14 kwietnia w Katowicach będzie miał miejsce wiec antyrasistowski,który jest odpowiedzią na organizowane
w tym dniu 78 urodziny obozu narodowo radykalnego.

Uważamy, że postawy propagowane przez członków tej organizacji, szerzące dyskryminację ze względu na pochodzenie etniczne, narodowość, czy orientacje seksualną są wsteczne i powinny spotykać się z silnym oporem.

Liczymy na dużą mobilizację ludzi i organizacji, którym bliska jest idea wielokulturowego, samorządnego i rozwijającego się społeczeństwa.

 

Katowice, Rynek, plac pod Teatrem Śląskim, godzina 13.30


 

Treść oświadczenia Śląskiego Ruchu Antyfaszystowskiego:

W dniu 14 kwietnia w Katowicach, ma dobyć się marsz organizowany przez Obóz Narodowo- Radykalny, z okazji 78 urodzin tej organizacji.

Dzień ten będzie kolejną okazją do szerzenia przez ONR haseł, które nawołują do nienawiści na tle etnicznym, ideologicznym, wobec mniejszości sexualnych, oraz wszystkich innych grup, które są określane mianem „ wrogów narodu ‘’, czyli tych, którym daleka jest neofaszystowska, antysemicka, nacjonalistyczna ideologia ww. ugrupowania.
W brunatnych koszulach, z symbolami falangi i krzyży celtyckich, ONR’owcy łudzą się, że swoim przemarszem okażą siłę oraz słuszność poglądów swoich brygad.

Zalegalizowanie w Urzędzie Miasta Katowice przez ONR urodzinowego marszu, nie jest równoznaczne ze społeczną akceptacją planowanej maskarady. Żaden rozsądnie myślący mieszkaniec Śląska nie poprze, ani nie podąża faszystowską tradycją tego skrajnie prawicowego ugrupowania.

Jako Śląskie Środowisko Antyfaszystowskie uważamy, że postawa propagowana przez członków ONR prowadzi do szerzenia nienawiści, nawołuje do przemocy, oraz uwstecznia społeczeństwo, swoimi prymitywnymi, opiewającymi w faszystowską ideologię poglądami.
Naszym zdaniem wyprasowane kołnierzyki to za mało, by przyciągnąć do siebie nowych zwolenników, a planowany na 14 kwietnia przemarsz, jest niczym innym niż kółkiem wzajemnej adoracji oderwanych od realnych problemów społecznych nacjonalistów.

Nie możemy jednocześnie dawać jawnego przyzwolenia na proklamowanie antysemickich, homofobicznych i rasistowskich haseł na naszych ulicach, dlatego wzywamy do ogólnopolskiej mobilizacji na dzień 14 kwietnia, by wspólnie wyrazić sprzeciw wobec neofaszystowskiej ideologii ONR.

W sobotę 3 marca ulicami Gdyni przeszedł "Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych". Demonstracja miała w zamyśle uczcić żołnierzy oddziałów AK i NSZ, którzy przeciwstawili się wojskom okupującymi Polskę po 1945 roku. Będzie to bliźniacza demonstracja do tej, która odbyła się 25 lutego bieżącego roku w Toruniu. W tym dniu przez centrum Torunia przetoczyło się około stu osób ubranych w kominiarki i firmowe dresy. Uczestnicy zapomnieli także o celu i temacie swojej manifestacji i zamiast haseł upamiętniających „Żołnierzy Wyklętych” skandowali: "Tylko idiota głosuje na Palikota!", „Na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści!". „Pamięć Żołnierzy Wyklętych” stała się tylko pretekstem dla grupki ludzi do zamanifestowania nacjonalizmu. Brak związku haseł z tematem przewodnim to jedno. Sam temat przewodni to kolejna kontrowersja. Kwestia zbrodni popełnianych na ludności cywilnej przez cześć oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych pozostaje jedną z nierozliczonych czarnych kart historii Polski.

Jednym z oficjalnych organizatorów gdyńskiego marszu są "Pomorscy Narodowcy" – twór fikcyjny, nieprowadzący żadnej aktywności, będący koalicją "trójmiejskich środowisk nacjonalistycznych". „Trójmiejskim środowiskom nacjonalistycznym” dużo bliżej do skrajnie faszyzującej prawicy niż do patriotyzmu. Jedna z organizacji powiązanych z "Marszem....." to United Patriots. UP to grupa kibiców Arki Gdynia, która nie ukrywa swoich faszystowskich poglądów umieszczając swastyki na murach gdyńskich budynków, chwaląc się uczestnictwem w zamieszkach 11 listopada 2011 roku w Warszawie i wznoszeniem gestu "Heil Hitler" i „Tolerancja jest cnotą ludzi bez przekonań". Jak organizacja, która wznosi ręce w nazistowskim pozdrowieniu, może odwoływać się do pamięci o historii?

Kolejną grupą wchodzącą w skład nacjonalistycznych koalicji jest lokalna brygada Obozu Narodowo Radykalnego. ONR na swojej stronie internetowej, jawnie neguje idee demokratyczne i pochwala autorytarną formę rządów.

Ostatnią z organizacji jest "Aktyw Północny", lokalną grupa jawnie nawiązująca do narodowego – socjalizmu. Jak organizacja hołdująca pamięci zbrodniarzy nazistowskich może upamiętniać żołnierzy z tymi zbrodniarzami walczących?

Odpowiedź jest tylko jedna: sobotnia impreza to próba wykorzystania przez grupy nacjonalistyczne i skrajnie prawicowe historii Polski do promocji własnych celów. Celów dalekich od chęci promowania patriotyzmu, celem jest tutaj pokaz siły organizacji odwołujących się do faszyzmu i narodowego socjalizmu. Opinia publiczna nie powinna wyrażać zgody na manifestowanie szowinizmu pod płaszczykiem upamiętniania historii. Jest to konieczne aby koszmary XX wieku nigdy do nas nie powróciły.

Trójmiejskie Środowisko Antyfaszystowskie

 

Nacjonaliści jako jedną z taktyk na zebranie poklasku wśród uciskanych przez system pozują na "antysystemowców". Taktyka ta jest stara jak pierwsze ruchy faszystowskie i nazistowskie z włoską PNF i niemiecką NSDAP na czele, które zbudowały swoje kariery na byłym elektoracie ugrupowań socjalistycznych czy komunistycznych. Obecnie narodowcy skompromitowani wulgarnością i programowym wręcz debilizmem neo-nazistowskiego odłamu subkultury skinów wybierają podobne metody, przejmując styl ubioru czy retorykę grup anarchistycznych czy radykalnie lewicowych (wymyślony w Niemczech tzw. "autonomiczny" nacjonalizm). Tradycyjne ugrupowania nacjonalistyczne pokroju NOP i ONR również dotrzymując im kroku pozując na "uliczników", "dobrych chłopaków z bloków" itd. Mimo jawnych przykładów ich współpracy z organami ścigania, opisanymi min. tu, tu, tu oraz tu, wiele osób wciąż nabiera się na ten ultra prawicowy bełkot.

Najświeższym przykładem może być współpraca ONR z Filipem Rdesińskim, politycznym karierowiczem, który postanowił użyć skrajną prawicę jako trampolinę do wskoczenia na jakiś wygodny stołek. Kulminacyjnym momentem była pikieta 12 grudnia, na której niespodziewanie zjawili się antyfaszyści i antyfaszystki. Rdesiński, będący współorganizatorem (wraz z ONR i MW) akcji wykonał szybki telefon zaufania pod numer 997, i niebawem stróże (nie)porządku zjawili się, by spacyfikować "nieprawomyślną" według organizatorów grupę osób (pełna relacja tutaj)

Akcja ta odbiła się szerokim echem w środowisku nacjonalistów i najprawdopodobniej Roman Jakubowicz z ONR (prowadzi rekrutację), który jeszcze kilka dni wcześniej pisał, o Rdesińskim "Znamy go od bardzo wielu lat, brał udział w naszej manifestacji 17 września, 11 listopada. Zawsze idzie z nami. Można na niego liczyć." pod naporem opinii innych po 10 dniach od wydarzenia wydał ewidentnie zaprzeczające faktom oświadczenie o treści: "ONR odcina się od osób dzwoniących na policję. My nie praktykowaliśmy, nie praktykujemy i nigdy nie będziemy praktykować podobnych metod walki z politycznym przeciwnikami. Również musimy zakomunikować, iż Filip Rdesiński, nigdy nie należał, oraz nie należy do ONR."- zaprzeczające z takiego chociażby względu, że, jak to sam napisał, znają Rdesińskiego "od lat" i "idzie zawsze z nimi", więc odcięli się od niego dopiero po tym "skandalu". Swoją szczytem obłudy jest umieszczanie cytatów osób popierających Jaruzelskiego (Jędrzeja Giertycha) w swoim podpisie i jednoczesna organizacja pikiety upamiętniającej stan wojenny.

Nie znamy procedur i ilości stopni wtajemniczenia w strukturze ONR, jednak sądząc po fetyszyzacji symboli zarówno narodowych, jak i organizacyjnych, wspólny wyjazd na "największy sukces polskiego nacjonalizmu" i dumne niesienie baneru lokalnej brygady ONR już do czegoś zobowiązuje. Poniżej zdjęcie Rdesińskiego 11.11.11 w Warszawie (drugi od lewej za banerem; pierwszy od lewej kolega z Nowych Republikanów, organizacji Rdesińskiego):

 

e1

 

dla jasności i porównania przeklejamy również zdjęcie z 12.12.11:

 DSC8376

 

 

Jak widać, propaganda sukcesu, przy jednoczesnym tchórzostwie i braku poczucia odpowiedzialności za swoje polityczne kroki są dla struktur skrajnej prawicy na porządku dziennym. Przecież gdy sytuacja stanie się już zupełnie spalona, wystarczy zmienić nazwę organizacji, styl ubierania się i dalej można pozować na tych, co "na pierwszej linii frontu w walce z systemem".

P.S. Rdesińskiemu nie wystarcza już tylko poznańskie podwórko. Jako następny szczebel w swojej wędrówce na szczyty władzy obrał 1 maja i Warszawę. Podobno chce zjednoczyć pod swoim sztandarem wszystkich prawicowców i nacjonalistów (w tym zapewne tych najbardziej antysystemowych) w walce przeciwko pajacom od Palikota, i betonowi SLD. Proponujemy przeszkolenie z użycia gazów bojowych u szefostwa Falangi (notabene, niektórzy z poznańskich "autonomicznych" nacjonalistów swojego czasu służyli pod komendą tej zasłużonej organizacji).

P.S.2 załączamy print screeny z wypowiedzi ONR na temat Rdesińskiego i ich dwu zdaniowe oświadczenie.

Poznań: Jaruzelski = Pinochet

 

12  grudnia tuż przed północą miała odbyć się pikieta związana z 30. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Jak się jednak okazało rocznicę tę zapragnęli wykorzystać zwolennicy różnej maści dyktatur i totalitaryzmów. Na placu Mickiewicza zjawiła się egzotyczna menażeria, jakiej nie obejrzy się w żadnym cyrku. Przybyli działacze Młodzieży Wszechpolskiej, której założyciel wywodzi się z rodziny posiadającej chlubną przeszłość wsparcia dla PRL-owskiego reżimu, a dziś znanej głównie z „imprez pod swastyką”  (1 | 2).

Pojawili się również działacze ONR, której to historyczny przywódca wysławił się założeniem po wojnie proreżimowego PAXu, dziś znani z ciągłego „zamawiania pięciu piw” (1 | 2). Nie zabrakło też nazi-skinów, zwolenników endecji i dyktatury Pinocheta itp. Wszyscy w sile kilkudziesięciu osób (frekwencji nie pomogły nawet posiłki z Wrocławia) mieli być tylko tłem dla promocji niespełnionego polityka Filipa R. (my reklamy mu robić nie będziemy), który od wielu lat, z marnym skutkiem, stara się zrobić polityczną karierę. Ostatnio stwierdził, że pomoże mu w tym flirt z organizacjami neofaszystowskimi.

Na miejscu zjawiła się również liczniejsza grupa przeciwników dyktatury i totalitaryzmu w każdym odcieniu, z transparentem: „Jaruzelski = Pinochet – różni generałowie te same metody: stan wojenny, represje, dyktatura. Hołd ofiarom państwowej przemocy”. Po kilkunastu minutach organizator pikiety Filip R. nie mogąc znieść widoku wolnościowego transparentu wezwał policję i rozkazał jej usunięcie antytotalitarnych demonstrantów.  Filip R. nie mogąc zostać polskim duce, postanowił zapisać się na kartach historii chociaż jako król poznańskich zaganiar i donosicieli (choć ciężko mu będzie odebrać koronę dyrektorowi ZKZL wysyłającemu policję do eksmisji wdów i chorych) .

ZOMO zgodnie z rozkazem zaczęło spychać spokojnych demonstrantów (co im się średnio udało) i żądać od nich dowodów osobistych, czyniąc z placu Mickiewicza miejsce historycznej rekonstrukcji dobrze współgrającej z rocznicą. Apologeci dyktatury dostali na ten widok spazmów rozkoszy i zaczęli coś śpiewać, prawdopodobnie miał to być polski hymn, ale szło im to tak opornie, że z 10 metrów nie szło go zrozumieć (zresztą jak i przemówień które próbowali wygłaszać).

Po kilkudziesięciu minutach antytotalitarni demonstranci rozeszli się, żeby przypadkiem jakiś przechodzień nie pomyślał, że mają coś wspólnego z cyrkiem który rozgrywał się na placu, pozostawiając groteskowy widok niedobitków endecji, chcących za wszelką cenę skompromitować rocznicę 13 grudnia.

Uwaga! Jeśli ktoś z uczestników demonstracji otrzyma jakiekolwiek pismo od policji związane z akcją, prosimy o natychmiastowy kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.

17.09 w Poznaniu miała miejsce zalegalizowana przez ONR manifestacja. Po płaszczykiem patriotycznych sentymentów nacjonaliści i neofaszyści z całej Polski, wspierni, jak się okazało (patrz link ) min. przez kandydata do sejmu z ramienia PIS, usiłowali zawłaszczyć dla swoich celów propagandowych kolejną datę związaną z historią Polski.

Copyright Antifa Polska